Na „Rynek” od Strony Sanu prowadzą trzy drogi. Dwie, ta od malutkiej kapliczki i ta spod mostu, wywiodą idącego praktycznie pod ambonę na „rynku”, trzecia, nieco okrężna to ścieżka przez prawdziwy gąszcz, prowadząca stokiem pod dawny cmentarz i zniszczoną cerkiew. Wychodząc tu, zasapany i nieco zmęczony, cieszyć się możesz widokiem na wzgórza Bedrycia i Korb, jak też na nieco bardziej oddalona Tołstę.


Ścieżka od potoku prowadzi „szlakiem” starych, zdziczałych drzew owocowych. Tylko tyle pozostało po wsi Studenne zniszczonej w trakcie II wojny światowej. To była mała wieś, wszystkiego 37 domów i 200 ludzi. Wokół omszałych, porośniętych porostami i mchem jabłoni prawdziwe zwierzęce autostrady. Tropy żubrów, jeleni, niedźwiedzi mieszają się w błotnistej mazi. Pod drzewami obfitość owoców. Idąc instynktownie dumam jak można „zerwać” stąd strzeloną sztukę grubego zwierza. Gąszcz, głębokie parowy, coś co nie za bardzo przypomina drogę.

Ta pnie się coraz ostrzej pod górę. Słońce, piękne tego dnia pogoda, czyste powietrze i spokój, wynagradzają „trudy wspinaczki”. Przy cmentarzu widoki zapierają dech w piersiach. To nic, że idąc spotykam tylko tropy: o tu przejście jeleni z dzisiejszego ranka, tu żubry stratowały nawłoć by dobrać się do krzaków tarniny i jabłek. Pod samą górą całe hektary tarniny. Krzewy uginają się pod ciężarem owoców. Nie dziwota, że trawa i wszystko, co rośnie wokół stratowane przez jelenie. Po pierwszych przymrozkach w górach śliwy są soczyste, prawie słodkie (próbuję, dają się jeść bez krzywienia ust).

Na miejscu stojącej tu jeszcze niedawno ambony (drzewo zmurszało i trzeba było ją usunąć), zgodnie z obietnicą czeka Sylwek. Macha ręką i podbiega szybo z wypiekami na twarzy. „Żubr, widziałem żubra. Tam szedł, na tym wyrębie. Ogromny.” Sms od Wieśka – mam żubra - który zmierza na spotkanie z nami od strony piwniczki na karmę dla zwierzyny, każe mi wierzyć, że król puszczy rzeczywiście przedefilował przed kolegami.
Idziemy powoli w stronę Terki. Ta wieś pozostała, nie podzieliła losu Studennego. Widok na Terkę od strony „modrzewi” – jak na pocztówce. Tuż koło modrzewi Wiesiek, stoi wpatrzony w wyrąb leśny, zasłuchany w ciszę. „Pięknie jest prawda?” – mówi. Kiwamy głowami. Ma rację. Magiczne to miejsce. Energetyczne. Spacer po kniei daje kopa na następne tygodnie. Wspomnienia wracają i one to sprawiają, że wracamy tu wciąż nie syci tego, co oferują te góry, puszcza, „bieszczadzkie morze”.

Darz Bór.

Wrażeniami z pobytu w naszym bieszczadzkim łowisku podzielił się Kol. Sławek Galicki

View the embedded image gallery online at:
http://www.wklbasior.pl/65-mysliwski-spacer#sigProId00f7bc687f

Realizacja: MAXIGRAF