Pod znakiem pięknej słonecznej pogody  i dobrego humoru stało nasze ostatnie w tym sezonie łowieckim polowanie zbiorowe. Zebraliśmy się jak zwykle przed „Basiorówką”.

Polowanie, zgodnie z kalendarzem, prowadził osobiście kolega prezes. Jak przystało na uroczyste łowy rozpoczęliśmy je sygnałem „zbiórka myśliwych” elegancko zagranym przez kolegę Huberta. A potem potoczyło się wszystko, jak na tak uroczysty dzień przystało. Kolega prezes przywitał gości, myśliwych i stażystów, przedstawił kolegom obecne na polowaniu pieski i krótko omówił zasady bezpieczeństwa. Po podziale zebranych na dwie grupy sygnał „apel na łowy” oficjalnie rozpoczął polowanie.

Polowaliśmy w dwóch grupach. Poczynaniami pierwszej kierował kolega Wiesiek, drugiej Jakub. Słoneczko i bezwietrzna w zasadzie pogoda sprawiły, że koguty nie trzymały się tego dnia w zwartych grupach, szukały miejsc ciepłych i korzystały ze słonecznych promieni. Trudno je było podejść, jeszcze trudniej pozyskać. Słowem – kluczem naszego „pióra” było tego dnia  określenie "pancerne koguty". Bo i takie były. Częściej oglądaliśmy je znikające w gęstwinach zarośli niż w pyskach naszych czworonożnych pomocników.

Ostatnie w bieżącym sezonie polowanie na pióro zakończyliśmy w południe, gdy wszystkim rzetelnie już burczało w brzuchach i każdy z nas marzył o zapowiedzianym przez zarząd poczęstunku. Królem polowania został kolega Staszek, w rywalizacji po palmę pudlarza – zacięta była tej soboty, oj zacięta – ostatecznie „najlepszym” okazał się kolega Gienek. Obu kolegom prezes uroczyście wręczył pamiątkowe medale.

Biesiadę rozpoczęliśmy tradycyjnie przy ognisku i pieczonych kiełbaskach. Lutowe słoneczko lekko przygrzewało, oczy piekły od dymu, a humory dopisywały i – jak każe tradycja – popłynęły myśliwskie wspominki i opowieści.

 

 

 

 

 

 

Realizacja: MAXIGRAF