O poranku 16 grudnia Bieszczady przywitały nas śniegiem. Z powłoki gęstych, szarych chmur wiszących nad Tołstą i Bałandą spadał na ziemię delikatny, biały puch.

Otulał świerki ciepłym kożuchem, przyciągał do Matki Ziemi długie gałęzie krzewów osiadając na nich cichutko, z uśmiechem. Cisza ogarniała góry. Z „Otaczarni”, gdzie spotkaliśmy się przed łowami widok na ścianę świerków i podnóże krzewów oszałamiał, był przedsmakiem łowów, przygody, czegoś nienazwanego. Powitanie, krótka odprawa i słowo prowadzącego polowanie, wskazówki dla naganki i ruszyliśmy w knieję.
Krajobraz po obu stronach drogi z „Otaczarni” do Rajskiego zachwycał swoim białym majestatem, spokojem i wspaniałością. Droga wzdłuż Sanu do mostu przy Studennym, pełna dziur i powalonych przez ostatnie wichury drzew, wiodła w prawdziwą dzicz. Jechaliśmy zafascynowani cudami Matki Natury, spokojem i dostojeństwem odwiecznej potęgi, tak pięknej, groźnej i fascynującej zarazem.
Parkujemy samochody. Śnieg pada. Duże numery idą w stronę ambony, małe – jadą dalej. Samochody przedzierają się przez zwały śniegu, zjeżdżamy w dół, do – jak mówi się tu na co dzień  – „do potoka”. Ten szumi przybraną nagle wodą. Nie da rady przeskoczyć, brniemy przez lodowaty, wartki nurt. Wygrani są koledzy w kaloszach zimowych, inni „tańczą” balansując na oślizłych kamieniach. Przeprawiamy się z niemałym trudem.
Linia łowców pnie się do góry, w kierunku „rynku”. Sygnał dla naganki ledwo przebija się przez zasypany śniegowym kożuchem las. Rozpoczyna się oczekiwanie. Co zejdzie z góry: jelenie, dziki, czy, jak ma to miejsce coraz częściej, żubry i wilki? Po dwóch godzinach sygnał – zbiórka. Schodzimy. Znów potok, który trzeba sforsować. Buty chłoną wodę jak gąbki. Zimno…
Na zbiórce wymiana wrażeń. Jelenie były, poszły jednak inaczej niż „należało”, zupełne jakby wiedziały o linii myśliwych. „Miałem łanię w krzyżu – mówi Janusz – ale za nią pojawił się cielak, mały jakiś, za nim jeszcze byk. I weź tu strzelaj bracie. To ciele nie przeżyłoby bez matki. A ta spojrzała na mnie, zupełnie jakby wiedziała, że jest bezpieczna. Odbiła w górę, pociągnęła za sobą cielaka i byka. Ech, myśliwska dola.”
Drugie pędzenie – stokówka. Schodzimy z drogi i wchodzimy w las. Tu widać wszystko jak na dłoni. Pomysł jest dobry, ale płacimy daninę. Wiatr, który wzmaga się coraz bardziej zwala na głowy czapy śniegu. Śnieg spada za kołnierze; jest pięknie. Krystaliczne powietrze wentyluje płuca nawykłe do wielkomiejskiego smogu, na głowy sypią się czapy śniegu, cisza krzyczy dookoła. Jest pięknie.
Bór tego dnia nie podarzył zwierzem. Mimo to, syci wrażeń, przepełnieni śniegiem z dobrymi humorami spotkamy się przy „Otaczarni”, przy ognisku. Jest kiełbaska z kija, opłatek i świąteczne życzenia. A wokół nas sypie coraz gęstszy śnieg. Knieja otula się nim coraz bardziej, jakby zasypiając, szumiąc do snu swoją odwieczną bieszczadzką pieśń.

 

View the embedded image gallery online at:
http://www.wklbasior.pl/51-po-bialej-stopie#sigProId618bc16870

 

 

 

 

Realizacja: MAXIGRAF